C&C 3: Gniew Kane’a

admin | 11.03.2010
1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (No Ratings Yet)
Loading...Loading...
0 0 ratings.

Command & Conquer zna każdy szanujący się gracz. To gra legenda. Jedna z niewielu marek na rynku gier, która przetrwała niesamowitą ilość czasu. W 2006 roku seria obchodziła swoje święto – 10 lecie, poprzez wydanie Command & Conquer The First Decade – pakietu wszystkich tytułów z pod znaku C&C (swoją drogą, to sporo pychy znajduje się w tym tytule – twórcy sugerują nam, że ich seria przetrwa jeszcze kilka dekad).

W 2007 roku zrozumiałem, dlaczego Electronic Arts jest tak pewne siebie. Światło dzienne ujrzała kolejna część C&C – Tiberium Wars. Za jej pomocą udało się przywrócić niesamowity, niepowtarzalny klimat i dynamikę roz(g)rywki poprzednich odsłon. Po niezbyt udanym Tiberian Sun (pod względem kiepskiej, rozpikselowanej grafiki), twórcy omijali uniwersum wojen o Tyberium. Przenosili graczy do konfliktu zbrojnego między aliantami a sowietami (Red Alert 2), na wojnę ze złą organizacją terrorystyczną Global Liberation Army (Generals). Wiem, że pomiędzy nimi był jeszcze projekt traktujący o konfrontacji GDI i Nod, ale to był FPS (dodajmy, że niespecjalnie dobry), więc go nie wliczam. Dopiero cztery wiosny po Generalsie EA zdecydowało się powrócić na Pola Tyberium. Był to strzał w dziesiątkę, bo seria przez kilka lat bezproduktywnie błąkała się między różnymi konfliktami, tracąc swój prestiż, a wystarczyło zrobić ponownie grę o walce Global Defensive Initiative z Brotherhood of Nod, by wszystkich zadowolić. Wszyscy fani byli zachwyceni trzecią odsłoną ich ulubionej gry. Odniosła ona sukces komercyjny (bo marka Command & Conquer jest bardzo charakterystyczna), a gracze zaczęli się dopominać o dodatkową dawkę rozrywki, więc przyszedł czas na wydanie dodatku do niej.

Tak wygląda interfejs na Xboxa 360

Będzie on nosił tytuł Gniew Kane’a. Jak nietrudno się domyślić, większość czasu spędzimy prowadząc wojska Nod ku zwycięstwu. Kampania dla jednego gracza skupiać się będzie na historii Bractwa. Akcja obejmie okres od momentu odrodzenia po II wojnie o tyberium, przez tragiczne wydarzenia III wojny, aż po czasy powojenne. Dla fanów Nod-u jest to niebywała gratka, bo poznają ponad 20 lat historii. I bynajmniej nie będziemy rozgrywać tych samych misji od początku – będą to zupełnie nowe, interesujące starcia. Nabiorą one trochę innego wymiaru niż te, do których zostaliśmy przyzwyczajeni. A to dlatego, że pojawi się nowiutki tryb roz(g)rywki (znany z poprzedniej gry Elektroników, The Lord of the Rings: The Battle for Middle Earth II – The Rise of the Witch-King), zwany Global Domination. Polegać on będzie na tym, że na mapie świata gracz będzie wybierał, jakie miejsce zaatakować najpierw. Zerwie to w pewnym stopniu z liniowością, bo tylko od nas będzie zależeć, jak potoczą się losy wojny. Oczywiście, żeby nie było zbyt nudno, nadal będziemy otrzymywać zadania do wykonania, ale jak ten cel osiągniemy, zależy już tylko od naszych zdolności przywódczych. Tryb ten będzie urozmaicony przez strefy wpływów, jakie będzie wytwarzała wokół siebie każda armia albo baza. Gdy ktoś wkroczy w strefę wroga, rozpoczyna się normalna, regularna bitwa, przypominająca te, jakie mogliśmy rozegrać w C&C 3: TW.

Warto wspomnieć również o zależnościach między trybem strategicznym (rozgrywanym na mapie świata) i taktycznym (zwykła potyczka). Jeśli w tym pierwszym będziemy mieli jedynie oddziały pozbawione samochodu przekształcającego się w bazę, a dojdzie do walki, to będziemy musieli zmierzyć się z wrogiem samymi posiadanymi jednostkami (bez możliwości doprodukowania kolejnych). Zaś jeśli posiadamy takowy pojazd, to bez stresu natworzymy tylu żołnierzy, ilu dusza zapragnie. Niestety, te oddziały i umocnienia, które stworzymy w trybie taktycznym, po walce nie przechodzą do strategicznego. Więc jeśli pragniemy baz bądź innych elementów infrastruktury, które nam nagle nie wyparują, to musimy je wybudować na mapie świata. To samo tyczy się armii.

Gra ukaże się nie tylko na poczciwych PeCetach, ale również na Xboksie 360. Wersja na tę ostatnią platformę będzie musiała mieć mocno zmodyfikowany interfejs. Na komputerach osobistych, wyposażonych w myszy i klawiatury, nie trzeba specjalnych starań, by stworzyć jakieś niesamowicie nowatorskie międzymordzie. Niestety Xpudło rządzi się swoimi prawami i tam interfejs PeCetowy po prostu by się nie sprawdził. W tym celu wymyślono specjalne menu osiowe. Sterować nim będzie można za pomocą lewej gałki pada. Wystarczy jej lekkie wychylenie, a (na przykład) kolejka produkcyjna nowych jednostek staje przed nami otworem. Ten nowatorski pomysł ułatwi obcowanie z Command & Conquer wszystkim posiadaczom najnowszej konsoli Microsoftu. O ile mi wiadomo, ze sterowaniem podstawki był niemały problem. Teraz ta sytuacja ulegnie zmianie.

Dodatkowo, do znanych już jednostek dojdzie mnóstwo innych. A to z tego powodu, że wszystkie strony konfliktu są wspierane przez dwie frakcje, które produkują nowe oddziały. Armia GDI jest podzielona na Steel Talons i Zone Operations Command. Ta pierwsza podfrakcja specjalizuje się w produkowaniu pancernych wojsk. Wzbogaca nasze zastępy o unikatowe pojazdy, czyniące tę armię najpotężniejszą w całej grze. Dodaje jedną jednostkę piechoty – Combat Enginnera. Wbrew nazwie lepiej nie wysyłać go w bój z regularnymi wojskami, bo wyposażony w pistolet może i potrafi zabić zwykłego inżyniera albo sabotażystę, ale nawet w starciu z najsłabszą infanterią nie ma najmniejszych szans na zwycięstwo. Z jednostek pancernych dojdzie: Behemoth, Wolverine, Titan, Heavy Harvester, Mobile Repair Transport, Slingshot i wreszcie najciekawsza – MARV.

Ta jednostka, o niepozornej nazwie, jest wielkości mniej więcej trzech Mammoth Tanks, wyposażona w trzy działa railgun oraz piechotę, którą można umieścić w wieżyczce czołgu. Wyobraźcie sobie takiego potwora grzejącego do wrażych oddziałów ze wszystkich trzech armat oraz kilku Zone Trooperów wspierających ostrzał. Aż strach się bać. Jakby tego było mało, MARV może również zbierać Tyberium! Wystarczy wysłać go na jakieś pobliskie poletko, by nasze saldo powiększało się z minuty na minutę. Do naszej armii doleci dodatkowo Hammerhead – helikopter, służący do niszczenia piechoty. Jest za to bezbronny w starciu z innymi maszynami latającymi, ale w zamian nie musi wracać do bazy, by odnowić amunicję.

Dwie wieże? Skąd my to znamy?

Nod również nie będzie mógł czuć się pokrzywdzony, jeśli chodzi o nowości na liście pojazdów. Bardzo ciekawą jednostką będzie niewątpliwie Specter Artillery. Charakteryzuje się ogromnym zasięgiem. Jedyną niedogodnością będzie niezdolność do prowadzenia ostrzału bez uprzedniego rozstawienia armaty. W zamian otrzymujemy możliwość dokładnego wskazania celu naszej artylerii oraz niewidzialność, gdy Specter Artillery pozostaje w stanie spoczynku. Bractwo zawsze wymuszało na graczu prowadzenie agresywnego stylu walki. Trzeba było być szybkim, przebiegłym, zalewając przeciwnika całą falą własnych żołnierzy. Teraz ta sytuacja powoli ulega zmianie poprzez wprowadzenie do gry Reckonera i Redeemer. Ten pierwszy jest z pozoru najzwyklejszym transporterem, ale gdy sprawy na froncie przybierają zły obrót, można go bez problemu przerobić na bunkier. Bardzo ciekawe funkcje ma Redeemer. Pominę to, że ten wielki robot potrafi jednym strzałem przemienić większość budynków i przeciwników w dymiącą kupkę popiołu. Wyposażony jest w urządzenie o enigmatycznej nazwie The Rage Generator. Powoduje on konfuzje w oddziałach wroga, dzięki czemu zwracają się one przeciw sobie. Podfrakcje Nod to Black Hand (elitarna, ciężkozbrojna piechota) oraz Marked of Kane (ulepszone jednostki Black Hand).

Nowe luksusowe osiedle…

Nasi kosmiczni „przyjaciele” – Scrin otrzymają trochę mniej nowości niż ich antagoniści. Z pojazdów warto wymienić Mechapede (ośmioczęściowe coś, którego wszystkie segmenty trzeba wykupywać oddzielnie, bez nich jest bezużyteczne) i Eradicator (przypomina nieco Stridera z Half – Life’a 2). Fani infanterii otrzymają jedynie Ravagera, którego sposobem walki jest obrzucanie wroga odłamkami Tyberium (co za marnotrawstwo). Podfrakcje wspomagające Scrinów to Reaper-17 (bazuje na walce z wykorzystaniem Tyberium) i Traveler-59 (charakteryzuje się szybkością i przebiegłością).

Umilać nam przygodę z Gniewem Kane’a będą filmiki przerywnikowe z prawdziwymi aktorami. Nagrane w High Definition, stały się już znakiem firmowym serii. Dodam, że połowa miejsca zajmowanego przez Tiberium Wars na dysku to były filmy! Ponownie zobaczymy w nich słynnego odtwórcę roli despotycznego władcy Bractwa – Joe’go Kucana. Fani mają cichą nadzieję, że dzięki dodatkowi dowiedzą się wreszcie, dlaczego Kane żyje już ponad sto lat, dlaczego w Tiberian Sun miał poparzoną twarz i maskę zakrywającą jego facjatę, a w Wojnach o Tyberium już nie i wreszcie, czy ma jakieś powiązania z enigmatyczną rasą Scrin. Wątpię, czy twórcy byliby w stanie ujawnić wszystkie te tajemnice za jednym zamachem. Ale pomarzyć zawsze można.

Fragment doliny Rospudy. A mieli tylko obwodnicę budować…

Oprawa graficzna, napędzana przez silnik znany z Biwy o Śródziemie II nie zmieni się w jakimś znaczącym stopniu. Zapowiada się na równie piękną, co w części trzeciej. Wzbogacona będzie jedynie o jakieś kosmetyczne dodatki, których zapewne zwykli gracze nie zauważą.

Command & Conquer 3: Kane’s Wrath zapowiada się na naprawdę solidny add-on, który zadowoli zarówno maniakalnych fanów tej serii, jak i zwykłych graczy. Bardzo dobrze o podejściu twórców do swojego projektu świadczy skala zmian wprowadzonych do gry. Odświeży to w znacznym stopniu sposób rozgrywania potyczek w C&C. Również pokaźna ilość nowych jednostek sprawi, że podczas obcowania z dodatkiem nie będziemy mieli wrażenie déjà vu. Teraz trzeba uzbroić się w cierpliwość i oczekiwać Gniewu Kane’a, który nadejdzie w lutym 2008 roku.